niedziela, 7 lutego 2016

The three roads to hell (& back)

Below you can see a composition of three different EW counts of S&P500 by two major Elliott waves' analysts: Tony Caldaro and PUG, and one by Goldman Sachs (whose opinion always matters:). I combined their views on a single chart for my readers' convenience.


My commentary is needless I guess. I'm not going to argue with the chart as I have way less experience with US stock market than those guys and therefore will not challenge the counts. I'll only say that I favor the GS' count, which is the scenario that backs my personal view over the optimistic future of WIG20 indice. 

I will wait now and observe. And adjust - if necessary.

środa, 3 lutego 2016

Experyment OEW

Tony Caldaro obok PUGa jest najlepszym znanym mi analitykiem fal. Podczas gdy ten drugi stosuje w swoich metodach bardziej klasyczne podejście do teorii fal Elliotta, pierwszy opracował własną metodologię identyfikacji struktur jedynie opartą o pracę Elliotta. Nazwał ją "Objective Elliott Waves" i zbudował na systemie kwantyfikacji fal w szeregu, w którym każda struktura ma "właściwe" sobie miejsce. Co ciekawe pomimo różnic w podejściu obaj odnotowują rezultaty godne chwały a ich county dają zbliżone projekcje.

Dla przykładu aktualnie obaj są zdania, że S&P500 rysuje dużą korektę trendu rozpoczętego w 2009 r., która wg PUGa powinna zakończyć się w okolicy szczytu z 2007 r. (1.400 - 1.575 pkt.) na przełomie 2016 i 2017 r. podczas gdy Caldaro faworyzuje głębszą (1.100 pkt. [sic!]) i bardziej rozbudowaną korektę zakończoną w roku 2017. Przy czym PUG uważa, że rynek ma do czynienia z korektą płaską i osiągnie ten poziom impulsem C, natomiast Caldaro, tam gdzie PUG dostrzega zakończone już fale A i B płaskiej, widzi załamanie w ostatniej fali trendu wzrostowego i prognozuje spadek w serii trzech zygzaków ABC, które będą niejako tożsame z impulsem PUGa: (abc-(abc)-abc-(abc)-abc) = (1-2-3-4-5).

Nie znam dokładnie metod Caldaro, gdyż udzielane przez niego lekcje nie są ogólnie dostępne. Jednak jedną z podstawowych zaobserwowanych przez mnie kwestii różniących OEW i EW jest podejście do metodologii identyfikacji fal korekcyjnych. Caldaro twierdzi, że rynek zawsze rośnie w układzie 1-2-3-4-5 i zawsze spada A-B-C. Co do trendu (który na pewnym interwale zawsze pozostaje wzrostowy) istnieje pełna zgoda z klasyczną teorią fal. Różnice pojawiają się w przypadku ruchów korygujących (które na pewnym interwale pozostają zawsze tylko i wyłącznie korektą trendu), gdyż te również w swej wewnętrznej istocie komponowane są ZAWSZE i TYLKO z zygzaków. I tak ABC wg Elliotta (PUGa oraz mnie) będzie układem: (1-2-3-4-5) - (a-b-c) - (1-2-3-4-5) natomiast Caldaro będzie w tym miejscu widział: (a-b-c) - ((a)-(b)-(c)) - (a-b-c).

Nie jestem pewny co do tego kto ma rację. Aktualna fala jest pierwszą poważną korektą, która oceniam przez pryzmat fal Elliotta. Niemniej przyznaję, że dostrzegam pewne symptomy poddające w wątpliwość nieco przykurzone wnioski wyciągnięte z odręcznych analiz wykresów i sporządzone na papierze przez Ralpha Elliotta w latach 30. XX w. i przedstawione światu w interpretacji Roberta Prechtera 40 lat później.


Powyżej przedstawiem hipotetyczną analizę opartą o OEW Caldaro. Mam nadzieję, że zrobiłem to poprawnie. Jej piętą achillesową jest zakładany biegnący trójkąt aktualnie się rysujący. Nie wiem czy takie formacje są dopuszczalne przez Caldaro, a poza tym trójkąt powinien rozpocząć się od wyraźnego zygzaka. Tylko dla dobra experymentu i z braku lepszej alternatywy przyjmuję trójkąt za możliwy.

Spadek do poziomu krótkiej zielonej linii a następnie wzrost powyżej krótkiej czerwonej zwiększy prawdopodobieństwo materializacji zarysowanego scenariusza.

Wzrost powyżej 1.908 pkt. go zaneguje i wygeneruje wstępny sygnał powrotu do hossy.

Klasyczną alternatywą i scenariuszem wiodącym pozostaje dla mnie zakończenie fali II 21. stycznia na poziomie 1.657 pkt. i rozwijające się odbicie w konfiguracji: i-ii-(i)-(ii)-... .


- Posłowie - (8.02.2016 r.) -

Dzisiaj Caldaro zasygnalizował coś zupełnie odmiennego od tego, co dotąd uparcie powtarzał. W skrócie: facet jak najbardziej dopuszcza proste korekty ABC o klasycznej budowie 5-3-5, natomiast ruchy o których pisałem i których dotyczył experyment, to po prostu oznaczane klasycznie złożone zygzaki W-X-Y-XX-Z, które on oznacza po swojemu ABC-abc-ABC-abc-ABC. Caldaro prowadzi płatne seminaria i chyba specjalnie wprowadza zamęt by kasować na wyjaśnianiu swoich zmodyfikowanych nieco metod... Cóż, rozczarował mnie.

Experyment do kosza.

środa, 13 stycznia 2016

Pierwsza szansa

Po raz pierwszy odkąd wzrost 2009-2011 zacząłem identyfikować jako I falę hossy a wszystko, co się zaczęło dziać po kwietniu 2011 r. jako korekcyjny szum, jestem zadowolony z wyrysowanego przez wykres WIG20 kształtu oraz osiągniętego poziomu i jestem gotowy uznać całą formację za "być może ukończoną".

I fala wzrostów trwała mizerne, na tle późniejszych przedzielonych okresem superkonsolidacji spadków, 26 miesiący. Gdyby rynek rzeczywiście w poniedziałek wykreślił historyczne dno, o którym pisałem wczoraj w projekcjach na ten rok, to "pasożyt" fali II żerowałaby na "zdrowej tkance" fali I przez 57 miesięcy. W tej konfiguracji fala II trwałaby blisko 2,236 czasu fali I (dokładnie tyle trwałaby, gdyby znalazła swój finał na przełomie marca i kwietnia). Ponadto, choć zniesienie 76,4% fali I rysuje się w rejonie 1.650 pkt., to dotyczy to cen rysowanych świecami OHLC. Natomiast ten sam poziom Fibonacciego w przypadku prostego wykresu cen zamknięcia wypada na poziomie o 50 pkt. wyższym. (Możliwe też, że w końcowych chwilach bessy doszło 18. lub 24. lutego 2009 r. do załamania finałowej fali i rzeczywiste dno znajduje się powyżej pozornego. Niestety dzisiaj nie mam już możliwości udowodnienia tej hipotezy).

Znamienny jest również fakt osiągnięcia przez korektę poziomu istotnej podfali drugiego stopnia, oznaczonej na rysunku jako zielone [ii] na poziomie linii wsparcia. Jej dno wypada na poziomie 1.641 pkt. i stanowi wsparcie dla całego trendu.


Trwająca od maja fala Y również osiągnęła zadowalający mnie wygląd i proporcje. Na poziomie 1.700 pkt. jej składowa C stanowi 1,618 długości A a sama C ma wyraźną pieciofalową budowę, której i oraz v fala składowa są do siebie podobne (obie są szybkie i gwałtowne). Przy rysowaniu ostatniej fali zarysowała się też znacząca dywergencja na wskaźniku dziennego RSI.

Ten bardzo wyraźny pięciofalowy układ fali C to jednocześnie element, który wzbudza moje wątpliwości. Oczekiwałem jakiejś ekstrawagancji szykowanej przez rynek na koniec pięcioletniej korekty, która zwiększyłaby dozę niepewności i utrudniła identyfikację rzeczywistego końca korekty, a tu prosta, standardowa i aż zbyt łatwa do zidentyfikowania piątka. No chyba, że ta niespodzianka wciąż czeka ukryta gdzieś za rogiem.

Alternatywą dla odbicia jest rozwijająca się fala iv, która z prostego zygzaka przeszłaby w płaską lub trójkąt biegnący lub ewentualnie wydłużenie fali v. Jednak zarówno ewentualne b płaskiej jak i trójkąta byłoby znacznie wolniejsze a zresztą prosty zygzak w pełni spełnia wymogi proporcji względem korespondencyjnej fali ii. Bardziej realne jest wydłużenie ostatniej fali, lecz w takim razie indeks spadłby znacznie poniżej 1.650 pkt. A to wyzwoliłoby scenariusz rezerwowy, którego prawdopodobieństwo wystąpienia uważam wciąż za bardzo niskie.

Czy rynek wykorzysta już swą pierwszą realną szansę na odbicie? Ewentualnym wstępnym potwierdzeniem wybudzenia hossy z pięcioletniej hibernacji i powrotu do wzrostów będzie pokonanie poziomu 1.908 pkt.

wtorek, 12 stycznia 2016

2016

To nie są prognozy. Nie będę pisał co mi się wydaje. Nie będę racjonalizował dobierając wygodne argumenty.  Nie będzie jednak też ewentualnego rozgrzeszenia.

Poniżej przedstawiam ubrane w słowa projekcje fal Elliotta bazujące na moich scenariuszach przewodnich. Ograniczam się do czterech instrumentów, które pojawiały się na blogu na przestrzeni minionego roku. Dla kogoś, kto śledził moje artykuły na bieżąco nie wniosą one wiele nowego. Śmiałe, notorycznie stojące w opozycji do głównego nurtu projekcje są tutaj chlebem powszednim a moje nonkonformistyczne spojrzenie na rynki jest powszechnie znane i i nie przeszło ostatnio żadnej rewolucji. Niemniej warto zebrać wszystko do jednego worka i podsumować, szczególnie dla tych, którzy goszczą na Mirażach Fortuny od niedawna.

* * * * *

WIG20 - powrót do hossy -

Indeks 20 polskich molochów giełdowych jest bliski osiągnięcia historycznego ekstremum. Historycznego, ponieważ do wyznaczonego w tym roku minimum notowań nigdy już nie powróci. Poziom ten zostanie osiągnięty w I lub na początku II kwartału, możliwe nawet, że już w styczniu. Styl powrotu do hossy po wyczerpaniu potencjału technicznej wyprzedaży w czasach politycznych perturbacji lecz dobrej koniunktury będzie imponujący, ale nie usłyszymy fanfar. To będzie rok obaw, wątpliwości i przekory. I na tym klasycznym fundamencie hossa znajdzie mocne wsparcie. Na przestrzeni roku nastąpi powrót na 2.300 pkt. Lokomotywą będą wszystkie mocno przecenione sektory, a najmocniej pociągną KGHM i spółki energetyczne, które najbardziej oddaliły się od swej godziwej wyceny. WIG20 przebudzi się po 5 latach głębokiej hibernacji.

*

WIG - kontynuacja hossy -

Indeks sumaryczny polskiej giełdy podobnie jak W20 realizuje falę korekty - falę drugą. Jednak w odróżnieniu od niego jest to fala niższego stopnia. Podczas gdy na W20 w latach 2009 - 2016 skrystalizowały się dwie fale (I-II-...) to tutaj większy optymizm pozwolił na zarysowanie konfiguracji dwóch par fal (I-II-[1-2-...]-...). W świetle scenariusza przewodniego można to zinterpretować dwojako: albo trend na WIGu będzie zawierał w sobie dodatkowe złożenie i będzie znacząco dłuższy od tego na W20, albo też wygaśnie szybciej i tym samym osiągnie swój cel wcześniej. Ponieważ zaś oba trendy powinny być podobne a małe i średnie spółki zawsze wydają się być o krok prze molochami, więc druga opcja wydaje się bardziej realna. Niemniej jest to na razie melodia bardzo odległej przyszłości. Na dziś proporcjonalnie do W20 projektuję, że w perspektywie bieżącego roku WIG powróci w rejon 53.500 pkt.

* * *

S&P500 - redukcja biegu -

W związku z ewidentną ostatnio autonomią lokalnego rynku względem reszty świata nie śledzę tymczasowo zagranicznych indeksów tak szczegółowo. Niemniej kreujący ogólnoświatowe nastroje rynkowe indeks S&P500 zdaje się tkwić od wielu miesięcy w trybie korekty horyzontalnej korespondencyjnej do wertykalnego zygzaka z 2011 r. Aktualnie znajduje się on właściwie na granicy oddzielającej potencjalny trójkąt od np. wydłużonej płaskiej. Pozycja wieloletniego lidera wzrostów odejdzie na dobre w niepamięć. Wraz z postępującym wzrostem kosztów pieniądza kapitał spekulacyjny / inwestycyjny będzie migrować w kierunku Starego Kontynentu. S&P500 zastąpią indeksy europejskie rynków rozwiniętych a w bardziej odległej perspektywie pałeczkę lidera przejmą rynki wschodzące.

*

USD - w górę i w dół -

O walucie amerykańskiej pisałem nie tak dawno temu. Podtrzymuję moją projekcję i jednocześnie zawężam cel do 4,25 - 4,50 zł. Faworyzuję też (trochę asekurancko) dolny przedział. Powszedniejące coraz bardziej opinie co do wartości dolara > 4 zł w tym roku skłaniają do zachowania ostrożności. Wkrótce formacja się wypełni i nastąpi powrót do spadków. To będzie rok konwertowania walut na złotówki i kupowania akcji lub jednostek udziału w funduszach inwestycyjnych. Złotówka się umocni. Na koniec roku USD znów znajdzie się poniżej 4 zł.

* * * * *

Tak złego startu polska giełda (ale nie tylko bo również DJIA) nigdy jeszcze nie zanotowała. W związku z tym oraz z panującym pesymizmem spodziewam się, że przeważające prognozy na bieżący rok będą równie niedobre a przynajmniej mocno wstrzemięźliwe. Podobno w historii naszego młodego parkietu ujemny zwrot z pierwszej sesji roku niejako predestynował cały rok do spadków. Cóż, do takich stwierdzeń należy podchodzić z przymrużeniem oka. W obliczu krótkiej historii naszego parkietu takie wnioski muszą po prostu bazować na niereprezentatywnej próbce. Ale nawet dla giełdy amerykańskiej kierunek pierwszego tygodnia pokrywał się z całym rokiem średnio w zaledwie 66-68%, przy czym w przypadku spadków nie dawał żadnej korelacji (ok. 50%). A trzeba pamiętać, że dla rynków wzrosty są po prostu stanem naturalnym, co w znacznej mierze tłumaczy wspomniane 66-68% i niweluje jego efekt jeszcze bardziej. Jednym słowem: wpływ proroctwa pierwszego dnia/tygodnia/miesiąca można pominąć.

Strach ma wielkie oczy.

czwartek, 31 grudnia 2015

Niech cię Elliott prowadzi...

Droga ze szczytu 2011 do otchłani 2016 jest wyjątkowo długa. Długa lecz zaskakująco w gruncie rzeczy prosta. Dwa mocne ruchy załamania rynku rozdzielił rozległy trójkąt wyczekiwania, paraliżując WIG20 na trzy długie lata. 

Moja droga - droga analityka fal Elliotta wydaje się w tym samym czasie znacznie krótsza. Być może dlatego, że była nieporównywanie bardziej wyboista i pełna wrażeń. Sygnały wysyłane przez rynek nie raz stawały się dla mnie pożywką dla spontanicznego zarysowania jakiegoś nowego scenariusza. Niektórych nie dało się zlekceważyć. Inne należało przeczekać i nie reagować. Wiele z nich okazało się być fałszywymi. Jednak przez cały czas towarzyszyła mi pewna wizja, która stopniowo krystalizowała się i z czasem stawała się bardziej spójna. Niczym twardy pień drzewa trwała niezmiennie i tylko wypuszczała nowe gałązki. Jedne rozkwitały, inne usychały a pień trwał.

9. marca 2013 r. w ramach artykułu opatrzonego tytułem "Atrapa optymizmu" opisywałem trzy możliwe wieloletnie ścieżki dla Wig20. Jedną z nich przedstawiłem następująco:

"[...] Drugi scenariusz jest mniej pesymistyczny. Identyfikuje on pierwsze trzy ruchy od dna z 2009 r, jako impuls, który jednak nie uległ jeszcze dostatecznej korekcie. W związku z tym zakłada on powtórkę z sierpnia 2011 r. i sprowadzenie indeksu do poziomu ok. 1.750 pkt gdzie swój początek wzięłaby fala 3. [...]".

Był to w tych zamierzchłych czasach jeszcze dość luźny pomysł pozbawiony silnego wsparcia ze strony argumentów, które można by zakotwiczyć w TFE.

4. lutego 2014 r. we wpisie pt. "Polska Giełda z lotu ptaka" umieściłem taki oto nieopatrzony komentarzem rysunek, jednak mówiący sam za siebie i przedstawiający przewodni scenariusz dla naszego rynku:


Wtedy jeszcze najwyższym prawdopodobieństwem materializacji darzyłem scenariusz z wielką rozpoczętą w 2007 r. falą płaską  (widać to na opisie rysunków; inną pozostałością z tamtych czasów jest widoczny obok WIELKI PLAN, niezmieniony dotąd, gdyż scenariusze do pewnego stopnia się pokrywają). No cóż... błędy młodego wieku :).

W końcu w roku 2015 nadszedł dzień rewolucji (choć wpis z 12. kwietnia opatrzyłem skromniejszym znaczeniowo tytułem "Ewolucja" ;)). Te "rewolucyjne" pomysły można by streścić w przedstawionym tam punkcie 4., który brzmiał:

"4. Rezygnuję z koncepcji trwającej wielkiej fali płaskiej rozpoczętej w 2007 r. na rzecz szybkiego potrójnego zygzaka zakończonego w 2009 r.",

do którego dołączyłem wyjaśnienie:

"Ad. 4. Cała koncepcja zdecydowanie bardziej pasuje do złożonej fali II (zygzak + trójkąt + zygzak) korygującej falę I hossy rozpoczętej w 2009 r. niż do fali -B- wielkiej korekty płaskiej, której wewnętrzna fala również byłaby płaska (vide pkt 58. KODEKSU, który wyjaśnia również dlaczego aktualna fala to E a nie D trójkąta)"

oraz w upublicznionej analizie indeksu WIG20: 


W tym momencie byłem już pewny swego a rynek utracił swoją władzę nade mną. Władzę iluzjonisty mamiącego moje zmysły tanimi sztuczkami skomplikowanej formacji zbyt długiego trójkąta.

Ostatecznie 3. czerwca 2015 r. w krótkiej notce uzupełniającej poprzedni wpis napisałem:

"[...] Każda kolejna sesja utwierdza mnie w przekonaniu, że trójkąt rozpoczęty w maju 2012 r. zakończył się spektakularnym podwójnym(!) załamaniem w maju 2015 r. po dokładnie trzech latach wyniszczającej nasz rynek apatii, niemocy, letargu, paraliżu, zblazowania... (proszę wstawić swoje słowo). Jeśli można by się czegoś wyjątkowego po fali -X- spodziewać to właśnie tego.[...]".

I tak od spektakularnego krachu fali W poprzez trójkąt wielkiej konsolidacji fali X rynek przeszedł do kontynuacji tej quasi bessy w fali Y, która powoli acz nieubłaganie dążyć będzie w najbliższych miesiącach do swojego finału:

 

czwartek, 17 grudnia 2015

To nie Miś Uszatek. To niedźwiedź grizzly

A więc rynek zdecydował. Wydłużenie stało się faktem. Jeszcze 1. dnia grudnia była pewna szansa, że "niedźwiedzie" zadowolą się mniejszym łupem. Jednak już następnego dnia zdradziły się ze swym nienasyconym apetytem.


Cała formacja, licząc od kwietnia 2011 r. jest kompletna w 95%. Pozostała finalizacja fali C, której 85% (a nie wykluczone, że nawet 100% - o czym w następnym akapicie) też jest już ukończone. Wraz z wyczerpaniem siły jej pędu zakończy się pięcioletni złożony zygzak korygujący impuls 2009 - 2011. A ponieważ 95% populacji jeleni zostało już wytrzebione, spodziewam się, że ostatni niedźwiedź grizzly padnie z głodu w ciągu paru miesięcy.

Co ciekawe w poniedziałek sumaryczny indeks WIG osiągnął wskazany przez mnie 27. maja we wpisie pt. "Dwie komety na nieboskłonie" poziom docelowy i odbił się z imponującą dynamiką. Sugeruje to możliwość podwójnego załamania we wspomnianych wcześniej falach. Byłaby to sytuacja bliźniaczo podobna do wydarzeń opisywanych w maju, od której ten trend się rozpoczął.

Niemniej większym prawdopodobieństwem darzę scenariusz, w którym następuje przynajmniej jeszcze jedno pogłębienie dna i osiągnięcie faworyzowanego przeze mnie poziomu docelowego dla indeksu WIG20, czyli 1.650 pkt. W związku jednak z prognozowanym końcem fali II i kontynuacją zawieszonej na 5 lat hossy, spodziewam się jakiejś "ekstrawagancji" w konstrukcji finału obserwowanej korekty.

Na koniec proponuję bardziej doświadczonym elliotowcom podelektować się widoczną na obrazku elegancko niezawodną zmiennością uwidocznioną w toku aktualnej fali i pośród jej składowych, zarówno poszczególnych ruchów motywu (krótkie vs. wydłużone) jak i korekty (horyzontalne vs. wertykalne, proste vs. złożone).

Kluczowy opór: 1.902 pkt.                                              

Kluczowe wsparcie: 1.804 pkt.

* * * * *

Na okres świąteczny planuję dwie publikacje. W pierwszej pokażę, jak prezentowane przez mnie rynkowe projekcje stopniowo brały górę i urzeczywistniały się; w drugim rzucę wyzwanie niefrasobliwym, zagubionym analitykom giełdowym i konformistycznym instytucjom finansowym prezentując śmiałe prognozy giełdowe na rok 2016.

środa, 2 grudnia 2015

Opowiastka

MM. Rok podwójnego millenium.

Amerykański indeks Standard and Poor's Five Hundred wspina się na wyżyny. Do szczytu osiągniętego pięć miesięcy wcześniej brakuje mu tylko parę procent. Podawany do wiadomości publicznej wskaźnik koniunktury w przemyśle Institute for Supply Management lekko zawodzi. Wskazuje czterdzieści dziewięć i dziewięć dziesiątych punktu. Oczekiwania były ciut wyższe. Pierwszy raz od osiemnastu miesięcy schodzi poniżej neutralnej. Stopy procentowe są wysokie. Sześć i pół procenta. W maju zakończył się właśnie cykl podwyżek. Alan Greenspan siedzi w zaciszu swojego gabinetu wewnątrz imponującego, pokrytego śnieżnobiałym marmurem budynku przy Alei Konstytucji w Waszyngtonie. Drzemie. Jest trochę zaniepokojony rozmiarami bańki internetowej. Na wszelki wypadek rozważa konsekwencje ewentualnej redukcji stóp. Rynek wyczekuje. Pierwsze cięcie od tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego ósmego roku nastąpi cztery miesiące późnej. Pół procenta.

Po drugiej stronie Oceanu Atlantyckiego w niewielkim, samodzielnym od dekady kraju wielkości Nowego Meksyku i produkcie narodowym Wisconsin, młody Warszawski Indeks Giełdowy Dwadzieścia konsekwentnie spada już szósty miesiąc z rzędu. Rozbieżność narasta. Rynek ma nadzieję, że to już koniec. Nie wie, że śrubowany właśnie rekord przetrwa lata. Obejmująca od ośmiu lat fotel prezesa Narodowego Banku Polskiego Hanna Gronkiewicz-Waltz właśnie podniosła stopy procentowe. To już dziewiętnaście punktów. Zastanawia się czy nie popełniła błędu. Z perspektywy miękkiego, skórzanego fotela w którym siedzi jej decyzja wydaje się jednak usprawiedliwiona. Ryzykowna, ale słuszna. Bynajmniej niebezpieczna. Ciężka modernistyczna bryła granitu budynku Banku działa na nią przytłaczająco. Nowy prezes będzie musiał posprzątać. Leszek Balcerowicz obejmie stanowisko za cztery miesiące. Dwa miesiące później obetnie stopy.

Jest wrzesień. Pierwszy. Kalendarzowa jesień. Anno Domini dwa tysiące.

Warszawski Indeks Giełdowy Dwadzieścia wskazuje tysiąc dziewięćset punktów. Z dużym hakiem. Jutro będzie niżej. Tyle co dziś pokaże znów dopiero za cztery lata i cztery miesiące.

wtorek, 1 grudnia 2015

Retrospekcja

Za nami 7 kolejnych spadkowych miesięcy. W historii już raz zdarzyła się podobna passa. Było to w 2000 r. Wtedy indeks WIG20 zaliczał niższe poziomy 8 miesięcy z rzędu od marca do października. (Co ciekawe druga najgorsza passa trwała zaledwie 5 miesięcy i miała miejsce w 2011 r. Nawet w czasie bessy 2007 - 2009 rynek nie spadał więcej jak przez 4 kolejne miesiące. Natomiast rekordy wzrostowe WIG20 ustanawiał dwukrotnie. Było to na przełomie 2005 i 2006 r. oraz w 2009 r. Obie serie trwały zaskakująco krótkie 6 miesięcy! Rekord wszech czasów natomiast został ustanowiony przez Indeks WIG. Na przełomie 1993 i 1994 r. giełda zachowywała się z niespotykaną nigdy później konsekwencją notując coraz lepsze wyniki przez 11 kolejnych miesięcy). Czy rekord sprzed 15 lat się utrzyma, zostanie wyrównany a może pobity... Niedługo się dowiemy.

Tymczasem przedstawiam aktualny rozkład fal korekty wg mojej najlepszej wiedzy, przy zachowaniu harmonii struktur i w pełnej zgodności z TFE.


Główne zmiany:
  • nie opisuję już fali iii z A jako trójkąta ukośnego,
  • fala v wieńcząca A jest teraz rozszerzającym się TUK,
  • fala A trwała 53 sesje,
  • fala B to płaska pędząca silnie rozszerzona w dół (b = 2,382a) kończąca się TUK zwężającym się (c = 0,764b),
  • fala B znosi 0,118 (0,5 x 0,236) fali A,
  • fala B trwała 39 sesji, co równa się ~0,764 fali A.
Ostatnia struktura jest nieponumerowana. W tej chwili rynek decyduje czy niezbędne będzie jej wydłużenie. Nie będę więc wychodził przed konie.

Kluczowy opór: 2.009 pkt.

Kluczowe wsparcie: 1.900 pkt.

czwartek, 26 listopada 2015

"Znajdź różnice"

Nie lubię analogii. Moje zainteresowanie w temacie wyszukiwania podobieństw (i niepodobieństw) skończyło się w wieku 12 lat. Wtedy to gazeciarskie zagadki polegające na porównywaniu irytująco jednakowych na pierwszy rzut oka obrazków zostały wyparte z mojego życia na dobre przez eleganckie łamigłówki Marka Penszko z ostatnich stron "Wiedzy i Życia" :).

Ponieważ jednak jakiś czas temu sam poruszyłem temat pewnej potencjalnej giełdowej analogii, więc dziś, by nie być gołosłownym, przedstawiam tamtą ideę w detalach. Robię to również z powodu przepowiedni, którą umieściłem we wspomnianym wpisie i która wypełniłaby się, gdyby nasz rynek poszedł poniższą, przetartą ścieżką.


Do zaprezentowanej wizji skłania mnie przede wszystkim sytuacja na indeksie WIG Banki, który dotarł do krytycznego wsparcia szybciej niż to zakładałem, WIG Energia, który doznał już resetu oraz ogólna degrengolada panująca na polskim parkiecie. Ostatnio zachowanie rodzimych indeksów coraz bardziej przypomina bunt pryszczatego nastolatka, który w swym postępowaniu odrzuca wszelkie racjonalne argumenty i kieruje się tylko głosem wewnętrznej przekory wobec reszty świata. A jeszcze trochę i może doczekamy się nawet jakiejś głupiej próby samobójczej.

Pryszcze na szczęście mają to do siebie, że kiedyś znikają, bunt powszednieje, próby samobójcze się nie udają a nastolatek niepostrzeżenie dojrzewa.

Być może już pora. 

niedziela, 15 listopada 2015

Franklin vs. Jagiełło - 4 : 1

Kiedy 2 lata temu osoby z mojego otoczenia, pytały mnie o rekomendacje inwestycyjne powtarzałem uparcie trzy litery: U, S, D. Oczywiście nie wszyscy poszli wtedy za moimi wskazówkami, choć trzy wspomniane literki otrzymały ode mnie wsparcie w postaci zaplecza całkiem racjonalnych argumentów. Było to przy stanie dolara ok. 3,15. A że z czasem jego wartość jeszcze się obniżyła, to ci, którzy mnie posłuchali i kupowali po tej cenie zaczęli się trochę niepokoić. Inni, do których nie trafiłem z argumentami, triumfowali... i czekali dalej. Bo skoro kurs spadł poniżej 3,00 to był dowód, że się myliłem i będą wkrótce kupować za 2 z groszami.

Do dzisiaj inwestycja zwróciła się w 25% dając zupełnie przyzwoitą roczną stopę zwrotu.

Tym, którzy czekali na 2 z przodu pociąg - a było to istne Pendolino - odjechał pozostawiając ze złotówkami na lokatach. Trudno bowiem jest wskoczyć do rozpędzonej maszyny. Tak działa psychologia. Kosztowna mieszanka zwodniczej ułudy powrotu niższych cen z paraliżującą obawą możliwości natychmiastowych, wyjściowych strat okazuje się przeszkodą nie do przeskoczenia dla zwykłego śmiertelnika nieobeznanego z rynkowymi sztuczkami.

Kiedyś jednak przyjdzie czas na wycofanie się z inwestycji. Dlatego, ponieważ czuję się odpowiedzialny za własne rekomendacje, zrobiłem analizę kursu dla własnych potrzeb, a na użytek moich beneficjentów :). Postanowiłem ją jednak ubrać w krótkie słowa i opublikować.

W szerszej, nieujętej na poniższym obrazku perspektywie, formacja wzrostowego zygzaka ABC może być częścią zainicjowanej dokładnie półtorej dekady temu rozległej formacji korekcyjnej. A dokładniej fali płaskiej. Czy tak jest nie dam za to sobie głowy uciąć, gdyż spadek 2000 - 2008 był wystarczająco głęboki i czasochłonny by spełnić wszelkie kryteria dobrej korekty. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie by podzielić całość tej ewentualnej przepastnej korekty na odrębne, kompletne etapy i poddać jeden z nich odrębnej analizie.


Jednak gdyby przyjąć, że eksplozywna słabość złotego widoczna po lewej stronie wykresu nie była A lecz I, wtedy żart z początku bieżącego roku, rysujący humorystyczną wizję dolara za 12 zł przybrałby niepokojące symptomy realizmu. Osobiście jednak nie daję wiary takiej wizji. A oto dlaczego.

Pierwsza zasada teorii fal brzmi: "rynek trwa w permanentnym wzroście; zawsze istnieje perspektywa, w której spadek jest jedynie korektą wzrostów". Dotyczy to jednak tylko instrumentów, dla których z jednej strony występuje ograniczona podaż a z drugiej nieograniczony popyt. To mogą być akcje (pod warunkiem, że kolejnych dodruków nie traktuje się jako źródła darmowego kredytu), bogactwa naturalne (których przyrost jest ciągły, powolny, przewidywalny i ostatecznie ograniczony), ale też np. monety, znaczki, karty ze sportowcami, dzieła sztuki, luksusowe samochody, mieszkania, ziemia, płyty winylowe czy meteoryty. Ceny takich dóbr będą szły w górę póki ludzkość się rozwija, postęp technologiczny trwa, liczba ludności wzrasta a wraz z tym dobrobyt i kapitał poszukujący inwestycyjnych okazji. I dlatego ich ruchy cenowe podlegają zasadzie: impuls - korekta + impuls - korekta + impuls ... aż do nieskończoności.

Z drugiej strony istnieją instrumenty krzyżowe, po których jednej i drugiej stronie ścierają się dwie przeciwne sobie siły, z których każda stara się zyskać przewagę nad tą drugą wspierana co pewien czas dopingiem aplikowanym z zewnątrz przez szefów banków, polityków, itp. Do takich instrumentów należą m.in. pary walutowe. Ich zasada pierwsza nie dotyczy. Instrumenty te poruszają się na zasadzie serii ruchów korygujących (choć w tym wypadku celniejsze byłoby słowo "dostosowawczych"), w dwóch przeciwstawnych kierunkach: korekta - korekta + korekta - korekta + korekta ..., ponieważ tu w odróżnieniu od pierwszej grupy instrumentów suma gry musi być ostatecznie równa 0.

Praktyczne różnice widać na rysunku.


To trochę jak w kasynie. Gracz, skuszony jaskrawymi neonami Stripu i obietnicą łatwych pieniędzy urealnianej rozlegającymi się regularnie syrenami ogłaszającymi światu kolejnego milionera wyskakującego z automatu wraz z trzema siódemkami, może udać się na floor by usiąść przy jednym ze stołów do black jacka, ruletki, kości, pai gow poker czy bakarata. Grając przeciwko housowi jego potencjalny zysk będzie praktycznie nieograniczony. Może jednak skręcić na ubocze do poker roomu, by w ciszy i skupieniu spróbować swoich sił przy texas hold'em czy innej odmianie karcianej gry. Tu jednak jego potencjalne zyski ograniczone będą  ściśle do tego ile zaoferują inni siadający do stołu gracze.

Rozgrywanie par walutowych to taki właśnie poker. Dlatego też uważam że korekcyjna teoria ruchu fal w pojedynku pomiędzy np. Benjaminem Franklinem a Władysławem Jagiełłą poprawnie tłumaczy zachowania cen i powinna dobrze służyć jako pokazujący przyszłe wydarzenia Palantir*.

A co on aktualnie pokazuje? Prawdopodobnie rozwijającą się korektę płaską lub trójkąt w fali 4. z C i jej finalny szczyt nieco poniżej lub w okolicach maksimum sprzed 15 lat i gdzieś pod koniec przyszłego roku. I właśnie po tej cenie i w tym czasie rekomendować zamierzam zamknięcie inwestycji i konwersję z prezydenckich głów na głowy królów.

----------
*Palantiry - kamienie, które miały cudowną moc, tak że kto w nie spojrzał, mógł zobaczyć rzeczy odległe zarówno w przestrzeni, jak i w czasie - J.R.R. Tolkien, "Władca Pierścieni".