poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Komety odleciały

Po raz ostatni samodzielną, długoterminową analizę indeksu sumarycznego WIG zrobiłem bardzo dawno temu. Ostatni plik z moich archiwów nosi datę 27. maja 2015 r.! Tego samego dnia publikowałem na blogu wpis pt. "Dwie komety na nieboskłonie". Pora zaktualizować tę archaiczną projekcję.

środa, 17 sierpnia 2016

Zjazd do boksu. Spokojnie, to tylko tankowanie i wymiana opon

Brexit-crash wymazany, "superopór" przełamany i... zamiast kontynuacji odwrót.

Kolejne symptomy zdrowego odbicia sygnalizowane w poprzednim wpisie i będące warunkiem kontynuacji wydłużonego impulsu wieńczącego płaską w (XX) są poddawane mocnej presji. Długiej białej świecy superfali brak. Luki brak. Obrony 1.839 brak. Nawet oczekiwane po sforsowaniu 1.854 przyspieszenie było efemeryczne i poddało się już następnego dnia. W konsekwencji rozpędzający się bolid ze stajni GPW wyposażony w słabiutki silnik i z uszkodzoną najwyraźniej skrzynią biegów, sponsorowany głównie przez banki, zaczął mocno hamować. W związku z tym poniżej pierwszy scenariusz alternatywny dalszego możliwego rozwoju wydarzeń.


W jego ramach wydłużony impuls redukuję do TUP, który powinna być dopiero częścią 'a' zygzaka wieńczącego korektę półpłaską. Za przesunięciem ku takiej interpretacji wydarzeń przemawia wewnętrzna budowa odbicia z charakterystycznym, tymczasowym, zwodniczym wybiciem górnej linii ograniczenia TUP. Dynamiczny odwrót od szczytu w prostym zygzaku, który zresztą zdaje się już materializować, powinien to potwierdzić. Reszta się nie zmienia, zarówno jeśli chodzi o poziom docelowy dla fali C - 2.000 lub 2.100 pkt. (choć ten wyższy pułap wymagałby od fali c raczej wyraźnej pięciofalowej budowy, co na zasadzie zmienności jest mało prawdopodobne, gdyż taki wygląd przyjęła fala a) oraz czasu docelowego - przełom dwóch pierwszych jesiennych miesięcy.

Co do innych możliwości oraz dlaczego tak uparcie trzymam się takiego a nie innego obrazu rynku napisałem parę słów w komentarzu do poprzedniego posta.

Kluczowy opór: 1.869,53 pkt.

Ostatni sygnał ostrzegawczy (teoretyczna eliminacja możliwości wydłużenia impulsu): 1.819,49 pkt.

Kluczowa strefa wsparcia: ~1.756 pkt.

Prawdopodobieństwo realizacji (na tle wszystkich pozostałych możliwości): ~40% - przejęcie puli scenariusza wiodącego.

środa, 10 sierpnia 2016

Superopór? Eee tam...

Wrzucam na główną scenariusz wiodący dla W20 na szczegółowych interwałach intradayowych.

Właściwie to nie rzuca on nawet jednego promyka nowego światła na sytuację na polskim rynku. Choć minorowe nastroje z post-Brexitowego poranka udzieliły się i mi, to następne dni - tygodnie pokazały, że reakcja była paniczna i irracjonalna. Strach na chwilę zrobił NAPRAWDĘ wielkie oczy, ale dziś nie ma już po nim śladu.


Bezpośrednio nad indeksem, niczym wyniki badań próbek B nad polskimi sztangistami, unosi się złowrogo SUPEROPÓR. I choć wydaje się być naprawdę mocny, to jednak swój charakter zawdzięcza jedynie technicznemu obrazkowi (sufit dla oryginalnego, rozbudowanego trójkąta x). W rzeczywistości nie oczekuję tu jakiegoś poważniejszego cofnięcia. Wprost przeciwnie. Mam nadzieję na jego błyskawiczne przeskoczenie w fali .iii z [iii] z (iii) z iii z C. Nie wykluczam nawet teleportacji w luce otwarcia bez powrotu w jej rejon aż do zimy. W konsekwencji nastąpić powinna eskalacja pozytywnych oczekiwań, masowe zamykane krótkich pozycji i kontynuacja fali C z (XX) do wczesnej jesieni kalendarzowej i oczekiwanego poziomu ~100 pkt. powyżej wstępnej próby odbicia.

Sforsowanie SUPEROPORU w jednoznacznie pozytywnym, dynamicznym ruchu przypieczętuje los indeksu.

Najbliższy opór: 1.853,71 (koniec fali x) - 1.863 (61,8% zniesienia fali B).

Ważne wsparcie: 1.838,78 (powinno zostać utrzymane dla dobra rozwijającego się impulsu).

Preferowane zachowanie: natychmiastowe przyspieszenie w centralnej superfali.

Prawdopodobieństwo realizacji: ~40% (na tle wszystkich pozostałych możliwości).

czwartek, 23 czerwca 2016

Mądrość ludu

Za niecałe pół h głosowanie w sprawie przyszłości Wlk. Brytanii (Anglii?) w ramach struktur UE dobiegnie końca i pojawią się pierwsze wyniki Exit Polls. Tymczasem 5 i pół h temu najbardziej wiarygodny wynik sondażowy podał indeks W20.


Wg niego nie ma szans na "Brexit". Inwestorzy, spekulanci, traderzy, insiderzy, banksterzy, emeryci, ciułacze, ryzykanci, hazardziści, naiwniacy, animatorzy, boty, mafia, rekiny, płotki, leszcze i greenhorny* - całe środowisko skupione wokół polskiego rynku finansowego wyraziło swe oczekiwania jednoznaczne. Indeks nie musiał wcale forsować szczytu xx a jednak zrobił to na fixingu. W świetle fal tym samym padł formalny sygnał końca fali B. Czy więc fale Elliotta potrafią przewidzieć przyszłość na równi z centuriami Michela de Nostredame, Precogsami Dicka i psychohistorią Asimova?

A może są lepsze... w końcu reszta to tylko interpretacyjne sztuczki i sci-fi ;).

* - bez urazy, też kiedyś nim byłem

sobota, 18 czerwca 2016

Pod ciężkim butem złotówki

Nie chcę być źle zrozumiany. Uważam, że spadki na polskiej giełdzie się wyczerpały. 21. stycznia 2016 - tego dnia wtyczka grawitacji została wyciągnięta a WIG20 zaczął magazynować zapasy redbulla na przyszłość by wyhodować sobie naprawdę duże skrzydła. Fale Elliotta nie dopuszczają innej możliwości. Ja nie dopuszczam innej możliwości. Kropka. Rynek może co najwyżej poodbijać się trochę od podłogi a historia oceni kiedyś ten okres jako wielką akumulację.

Jeśli stanie się inaczej uznam, że z falami jest coś nie tak, Ralph pobłażliwie uśmiecha się gdzieś tam w górze, a ja zmarnowawszy parę lat życia na hochsztaplerskie sztuczki, zamknę bloga i zacznę sobie szukać jakiegoś uczciwego zajęcia :).

* * * * *

W skrócie: złotówka nie wygląda ciekawie. "Krytyczne wsparcie", które kiedyś rysowałem się wybroniło, poziom minimalny dla USD wciąż dość odległy a ostatnie wydarzenia wskazują, że dolar znalazł swoją rampę na autostradę w kierunku północnym i dodaje gazu. Cel ostateczny, teraz już doprecyzowany głębokością korekty płaskiej pędzącej w fali 4. (zakończonej o ile nie rozwinie się w konstrukcję złożoną, np. płaska + trójkąt) oraz pierwszą podfalą fali 5., wyznaczam na 4,40 - 4,55 zł.


Taki rozwój wydarzeń powinien sprowadzić WIG20 niżej. Jednak w świetle konfiguracji fal od 2009, 2011, 2015 r. oraz jej osobowości od kwietnia, nie widzę możliwości spadku poniżej 1,65k. Finał umocnienia dolara powinien być jak 12. runda bokserskiego pojedynku wagi ciężkiej, w której obaj pięściarze są już skrajnie zmęczeni i choć jeden jeszcze napiera resztką sił, to drugi tylko trzyma gardę i robi uniki bo dobrze wie, że zwyciężył. Publiczność stoi i wiwatuje. Werdykt już został wydany.


Dlatego kierując się nie walutami, a tym co dla mnie istotniejsze, czyli konfiguracją i osobowością fal, nastrojami SII oraz analogią do BUX'a uważam, że krótkoterminowo W20 również niżej już nie zejdzie, gdyż w mijającym tygodniu właśnie odzyskał grunt pod nogami lub też odzyska go w najbliższym i odbije się z powrotem na 2-2,1k. Tak było za każdym razem gdy nastroje rynkowe pikowały równie dramatycznie co w czwartkowym odczycie. Niejeden też raz około "wiedźmowa" sesja (+/- 5 dni) okazywała się w przeszłości przełomowa. 

To ostatnie to akurat tylko pobożne życzenie, ale i takie się od czasu do czasu spełniają... przy okazji dokładam jeszcze jedno - Polska w ćwierćfinale ogrywa Hiszpanię :).

środa, 1 czerwca 2016

Wschodzące "wschodzące"

Czy wiara w rynki "wschodzące" - czy też jak je wolę określać "opóźnione w rozwoju" - w świecie finansów tak bezpardonowo obchodzącym się dziś z tym, co spoczywa pod ziemią i tym, co z niej wyrasta - surowcami i uprawami - całym bogactwem tych gospodarczych maruderów, których lokalne waluty są warte w wielkim świecie tyle co cena papieru i mieszanki Cu, Ni i Zn, z których są zrobione, nie jest aktem wiodącym na manowce? W myśl wielokrotnie powtarzającej się w Biblii przestrogi: "Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma"*.

Choć Słońce nad EM mogło dopiero co wzejść i w nikłych promykach porannego światła, ledwo rozpraszającego wciąż gęsty mrok, nie za wiele jeszcze widać, jestem gotowy zaryzykować stwierdzenie, że nie: tak nie jest.

Nie będę się jednak na ten temat rozpisywał. Nikt nie lubi czytać długich tekstów w internecie. Oddaję więc głos obrazowi - niech osobiście ujawni swoje sekrety i mnie w to już nie miesza.


* * * * *

Frapujące tylko, jak trudno odnaleźć racjonalne wytłumaczenie tego co się dzieje na GPW w zestawieniu z wydarzeniami w otoczeniu, ku którym wszyscy zerkamy z  nieukrywaną zazdrością. I pasjonujące, jak mimo to wszyscy uparcie tych przyczyn poszukują - mamią się pozornymi rozwiązaniami nie potrafiąc pogodzić się z faktem, że czasem, w obliczu rzeczywistości, rozum pozostaje bezradny. Bo przecież hossa to "wspinaczka po ścianie strachu i niepewności". Dzisiaj strachu i niepewności o jutro po uszy a hossy brak. Dezinflacyjna faza ożywienia w apogeum - hossy brak. Stopy procentowe i premie z bankowych lokat szorują po dnie - hossy brak. Świat bawi się w tanie zakupy w galeriach finansowych pełnych promocji - w Polsce akcja cięcia cen taka, że niedługo Ewelina Lisowska zacznie o tym śpiewać, ale klientów brak.

Prędzej czy później każde "racjonalne" wyjaśnienie rynkowych wydarzeń okazuje się błędne, co zresztą analityków rynków finansowych czyni iluzjonistami, których starania nie więcej warte od "magii" zuluskich szamanów. Odróżnia ich od siebie tylko to, że tym ostatnim czasem coś się udaje ;). Ostatecznie zawsze można wszystko wyjaśnić jakąś aberracją, paradoksem. Spójność i elegancja zostały uratowane. Titanic nadal płynie. Jak mawiał Henry Louis Mencken - "Dla każdego problemu istnieje rozwiązanie proste, jasne i nieprawdziwe".

Jedyne co się liczy to psychologia tłumu. A tej, podobnie zresztą jak ekonomii, nie da się ująć w karby praw, co czyni z obu hobby odzierając równocześnie z miana nauki. Pozostają więc wzorce, analogie i reguły, które tak lubią zawodzić. Oraz inteligencja, doświadczenie i harówka, która potrafi być tak niewdzięczna. Ale z połączenia tych wszystkich składników wyłania się Teoria Fal Elliotta. Jedyna teoria, która potrafi się odnaleźć w chaosie i niczym Herkules 2.0 może pomóc uprzątnąć cały ten bajzel.

Niemniej... powyższa ilustracja wygląda łudząco podobnie do portretu polskiego klubu "parszywej dwudziestki", prawda? Nawet drugorzędna fala, do której wszystko powróciło w styczniu tego roku się zgadza. I to mimo, że nasza waga jest tu iście piórkowa, bo znaczy zaledwie 14 promili w tym archaicznym, zdominowanym w 700 promilach przez Azjatów ("Emerging Asia"!) tworze "made in" '80s World Bank. Trudno w to uwierzyć, a jednak MSCI EM i WIG20 pomimo tak nielicznych wspólnych genów są do siebie podobni, niczym rozdzieleni przy narodzinach 1-jajowi bliźniacy.

Czy więc w świetle tego, co powiedziałem chwilę wcześniej, to wszystko to tylko kolejna próba beznadziejnego racjonalizowania na siłę? A może jednak tym razem metaforyczny język wykresów próbuje przekazać nam coś więcej.............

* * * * *

* Mt 25, 29; Mt 13, 12; Łk 8, 18; Łk 19, 26

czwartek, 12 maja 2016

Proszę, Węgry przodem

Nic o tym zupełnie nie wiedząc Viktor Orban i jego konserwatywny FIDESZ wygrywając w kwietniu 2010 r. wybory sprawił, że Węgry stały się poligonem doświadczalnym dla Polski. Sięgając po władzę absolutną pół dekady przed Jarosławem Kaczyńskim i PIS ustanowił precedensowy schemat postępowania dla tych partii i jej liderów, którzy klarowny interes państwa stawiają wysoko ponad niedoprecyzowanym interesem "wspólnoty".

Kiedy w latach 2007 - 2009 przez światowe rynki przetacza się płaczliwy jęk zawodu spadających cen zarówno Budapeszt jak i Warszawa tańczą w jednakowym rytmie marsza pogrzebowego. Za wyjątkiem melodii, w latach 2009 - 2010 nic się nie zmienia. Ta tylko porzuca przygnębiającą tonację molową i nabiera zdecydowanego wigoru. Jednak w tym samym roku coś się w końcu wydarza. Dotychczas świetnie ze sobą zgrani partnerzy nagle zaczynają sobie deptać po palcach. Tracą wyczucie rytmu i każde zaczyna ciągnąć w swoją stronę.

Pod koniec kwietnia 2010 r. na Węgrzech zmienia się władza. Socjaliści tracą mandat do rządzenia na rzecz prawicowych konserwatystów. Co jednak szokuje rynki to nie fakt oczekiwanej zmiany sternika, lecz niespotykana w świecie żywych demokracji skala poparcia dla nowego rządu, który w wyborach uzyskuje ponad 50%-ową społeczną legitymizację. Wraz z nią węgierskie rynki zaczynają tonąć w powodzi niepewności.

Zaledwie rok później rząd przechodzi chrzest bojowy. Na przełomie 2011 i 2012 r. w krótkim, zakontraktowanym na 4-rundy pojedynku ugina się pod naporem ciosów otrzymanych ze strony agencji ratingowych. Przegrawszy rundy listopadową, grudniową i styczniową mocno chwieje się na nadwątlonych finansowo nogach. Ale nie daje się powalić na deski. Wygrywa decydujące starcie i całą walkę przez TKO. Węgierski indeks potrzebuje dwóch tygodni by powrócić do poziomów poprzedzających nierówne starcie.

Po 6 latach indeks naddunajskiej giełdy odzyskuje ziemie utracone w 2010 r., zostawiając w tyle niejeden "posłuszny" rynek. To 6 lat, w czasie których rząd od początku walczy z gnębiącą rynek finansowy niepewnością. Bezkompromisowo (ma większość absolutną i pełną legitymację społeczną) przeprowadza reformy, które giełdzie się nie podobają, ale też wcale nie muszą. Następnie reguluje prawo ze stopnia najwyższej ustawy włącznie i z rozmachem rozprawia z trapiącymi Węgrów kredytowymi problemami. To 6 lat, które w końcu przynoszą spektakularne efekty umacniając wewnętrznie państwo do poziomu niereprezentowanego przez któregokolwiek spośród świeżych członków Unii Europejskiej XXI w.
 

PIS podążą przetartym i dobrze rozpoznanym szlakiem. Podobnie inwestorzy, którzy na węgierskie deja-vu odpowiadają wypracowanymi wzorcami zachowań. Gdyby w świecie finansów władzę absolutną sprawowała polityka, należałoby się spodziewać mniej-więcej 5-letniego poślizgu pomiędzy wykresami giełd krajów, których losy historia od czasu do czasu tak lubi ze sobą wiązać.

Tak jednak nie jest. Również okoliczności są tym razem nieco inne. Przypadek FIDESZ był pionierski w związku z czym towarzyszyła mu wyjątkowa doza niepewności o działania, których się w rzeczywistości podejmie. Skutkowało to pierwszą, płytką, zwiadowczą konstrukcją korygującą 2010 - 2011. PIS jest naśladowcą. Rynek już z grubsza wie czego powinien się spodziewać. I dlatego od razu po porażce murowanego faworyta establishmentu przeszedł do wyprzedzającego "dostosowania". Odmienne jest też środowisko operacyjne. Wtedy np. feedback ze strony agencji ratingowych nastąpił z większym opóźnieniem, ale za to był bardziej skoncentrowany (choć jak widać i tak nie wywarł na Budapeszcie większego wrażenia i to pomimo degradacji z inwestycyjnej ekstraklasy do spekulacyjnej drugiej ligi). W stosunku do Polski finansowe wyrocznie od trzech literek nie ociągają się już tak długo z cięciami, za to ich decyzje są bardziej rozłożone w czasie. No i oczywiście bohater akcji dysponuje tym razem inną giwerą. FIDESZ z >50%-owym poparciem miał nieograniczony dostęp do arsenału. PIS do użycia broni masowego rażenia kodów od społeczeństwa nie otrzymał, więc i konstytucji nie zmieni.

Przesunięcie sprowadza się więc do pojedynczej formacji korekcyjnej. Tam gdzie BUX wykonał 3 zygzaki (ostatni załamany) WIG20 wyrysował 2. Tam gdzie Węgrzy rysują X Polacy jeszcze kończą I, Y odpowiada W, załamane Z zaś naszemu niedawnemu Y. Zresztą to załamanie w finałowym zygzaku, który na początku ur. zawrócił znad wyznaczonego w 2011 r. ekstremum i z impetem, w atmosferze sceptycyzmu, zwątpienia a później zaskoczenia uderzył w tarabany na znak rozpoczęcia szturmu na pozycje opuszczone 5 lat wcześniej, można utożsamić alternatywnie właśnie z ograniczeniem formacji na W20 do rozbudowanego, podwójnego zygzaka z majestatycznym trójkątem pośrodku.

Deptanie po węgierskich śladach sprowadza się w sumie do 3 analogii: 12-, 11- i 8-miesięcznej. Nie dam głowy, że są one poprawne, i tym bardziej, że nie istnieją inne, jednak właśnie te 3 najbardziej rzucają się w oczy i dają nadzieję na najskuteczniejszą próbę przewidzenia przyszłości.

Podstawowe - 12-miesięczne przesunięcie - dotyczy końca kluczowych fal. Chodzi oczywiście o fale najwyższego w tym trendzie stopnia: I i II. Pozostałych dwóch nie da się przypisać do konkretnych par punktów zwrotnych. Zamiast tego zmiennie określają występowanie drugorzędnych ekstremów. Zmienność ta skłania do wyciągnięcia wniosku, że pierwsza poważniejsza korekta wzrostowego trendu na indeksie WIG20 powinna być symetrycznie (do krótszego w porównaniu z BUX impulsu inicjującego hossę) również krótsza. Przesunięcie pomiędzy indeksami na aktualnym etapie trwałoby więc 8 miesięcy. Przy takiej projekcji powrót do hossy nastąpiłby najpóźniej na samym początku czerwca. Przy czym decyzja Moody's o częściowym opróżnieniu "koryta" z łatwych pieniędzy mogłaby się okazać w bliskiej przyszłości katalizatorem takiego właśnie obrotu spraw. Ostatni (15. lipca) Fitch jedynie ugruntowałby lub tylko chwilowo zachwiał hossą.

Czy narodowościowa polityka i tym razem okaże się skutecznym lekiem na giełdowy letarg i przywróci inwestorom długoterminową wiarę również w nadwiślański rynek finansowy? Na to pytanie odpowie nam sama zainteresowana  swym eleganckim, metaforycznym językiem wykresów.

środa, 4 maja 2016

Wycofanie do obozu trzeciego

Atak na szczyt się nie powiódł. Grupa uderzeniowa dotarła w jego okolice i miała go już w zasięgu wzrok. Niestety komunikaty, które nadeszły ze strony kierownika ekspedycji zawróciły grupę do obozu czwartego i szturm, choć był już bliski celu, załamał się. Co więcej dziś pogoda zaczęła się psuć do tego stopnia, że cała wyprawa rozpoczęła ostrożną rejteradę w kierunku obozu trzeciego.


Na razie nie sposób przewidzieć co dalej czeka ekspedycję, jako że prognozy są sprzeczne a sama pogoda, jak to często bywa w okolicy szczytu, zmienia się jak w kalejdoskopie. Zakładając jednak najgorszy możliwy scenariusz, wyprawę może czekać całkowita niemal kapitulacja i zejście aż do obozu pierwszego. Dokonałaby tego ostrożnie zygzakując po zdradliwej grani zbocza. Możliwe, że dopiero stąd rozpocząłby się atak na poziom 2k.

W dalszej perspektywie nie da się wykluczyć nawet powrotu do bazy zerowej na poziomie 1,65k. W takim wypadku tutaj nastąpiłoby generalne przegrupowanie i tym razem grupa szturmowa uzbrojona w zdobyte doświadczenie i z nowymi zapasami sił, mogłaby częściowo rozpoznanymi już drogami rozpocząć zmasowany atak na rozległy, sięgający nieba łańcuch górski.


Wpierw jednak niezbędna może okazać się wymiana kluczowych członków grupy uderzeniowej, gdyż dwóch liderów pokazało, że nie potrafi ze sobą współpracować. Jeden z nich mocno ciągnął i motywował resztę uczestników wyprawy, podczas gdy drugi wykazywał się wyjątkową niesfornością i siał ferment i zwątpienie pośród reszty 20 osobowej wyprawy. Dopóki główny lider nie uwierzy w jej sukces, dopóty trudno będzie pokładać w niej większe nadzieje.